Szarość życia dobija. To z pewnością nie jest najlepsze pierwsze zdanie, które miałoby zachęcić Cię Czytelniku do przeczytania tego wpisu, ale skoro napiszę tutaj o przemoczonym, śmierdzącym,  brudnym, słabym człowieku, którego określa się mianem bezdomnego, cóż więcej mam napisać by Cię zachęcić?

Nie lubię ubarwiać zdarzeń, a szczególnie tych które wydają się z samej życiowej perspektywy smutne i żenujące. Tak, ostatnie słowo w poprzednim zdaniu nie jest umieszczone z braku lepszego przymiotnika oraz z powodu mojej anoreksji językowej. Zostało napisane celowo, ponieważ prócz smutnej emocji którą mamy, a raczej powinniśmy mieć, widząc ludzi, którzy swoim ubiorem czy zachowaniem odbiegają od „normalnej” reszty, powinno urodzić się u nas również współczucie, wkurzenie i myśl, że to żenujące doprowadzić się do takiego stanu.

Wiele portali informacyjnych, niekiedy mass media, informują nas o uratowaniu bezdomnego. Najczęściej jest to ratowanie od śmierci, wyziębienia, głodu. Kiedy wpiszemy w Google frazę „uratowano bezdomnego” wyskakują nam informacje o bohaterskich dokonaniach zwykłych ludzi, Policji czy Straży Miejskiej. (Policja oraz Straż Miejsca nie zalicza się w poczet tych niezwykłych) 🙂 Tytuły tych wpisów mówią same za siebie – „Był zmarznięty i przemoczony, nie miał siły mówić. Policjanci uratowali bezdomnego.” Co więcej warto spojrzeć na daty tych wpisów. Przeważnie są to informacje z grudnia, stycznia, lutego – czyli miesięcy zimna.

Zawsze dziwił mnie fakt, że o bezdomnych mówi się jedynie zimą. To w zasadzie oczywiste, że tym okresie najbardziej potrzebują czterech ścian i schronienia, ale czy to znaczy, że w innych porach roku bezdomnych już nie ma? Odpowiedź sam już znasz, Czytelniku.

Nie chcę oceniać dlaczego bezdomny stał się bezdomnym, ponieważ ten wpis nie ma na celu badania przyczyn bezdomności. Czy to przez alkohol, czy może z nieporadności życiowej bądź przez trudną sytuację w młodym wieku, bezdomny to człowiek którego się nie ocenia, a któremu trzeba zwyczajnie pomóc. Skąd taki pogląd? Odpowiedź jest prosta –  „Sposób na (cholernie) szczęśliwe życie” S.Małgorzat Chmielewska.

Siostrę Małgorzatę Chmielewską można kojarzyć z jej „dziwnych” wyczynów i komentarzy. Dziwnych – to znaczy, nie pasujących do czynów/komentarzy podobnych jej ludzi po fachu. Oczywiście, księża i zakonnice mówią wiele, oj bardzo wiele, o bezdomności, chorobach, głodzie czy ubóstwie, ale mało kto decyduje się adoptować dziecko, prowadzić domy pomocy dla bezdomnych, skrzywdzonych, chorych czy ubogich. Przyzwyczajeni jesteśmy do bardziej stonowanych ruchów innych księży czy zakonnic/zakonników.

Błażej Strzelczyk oraz Piotr Żyłka zdecydowali się porozmawiać z Siostrą Chmielewską i przelać rozmowę na papier. W ten sposób powstała książka – „Sposób na (cholernie) szczęśliwe życie”.  Książka to ciekawy opis życia s. Chmielewskiej, wątków z jej życia i bliskich. Po kilku zdaniach ze wstępu można już wywnioskować czego spodziewać się po książce.

1„Trafiliśmy do Nagorzyc. Jak mówi siostra Chmielewska – do Republiki Biedaków. Trafiliśmy do świata, gdzie smutek, bieda, nędza i głód mieszają się z niemającym granic poczuciem humoru, dystansem i ironią. „

Jako, iż jestem zwolennikiem książek z których mogę nauczyć się czegoś nowego, czegoś co mogę podrasować, wprowadzić w życie od wewnątrz samego siebie po czyny zewnętrzne, zdecydowałem się przeczytać tę książkę. Czy był to dobry wybór? A może żałowałem? To był genialny wybór! Mimo, iż posiadam jakieś szczątki uczuć, najwięcej tych związanych z ironią i sarkazmem, również jestem wrażliwy na biedę i krzywdę innych – choć z pewną dozą dystansu. Ale to do czasu. Do czasu kiedy zapoznałem się z historią Artura czy Magłosi oraz pogłębiłem wiedzę iż warto zadbać o to, by bardziej być niż mieć.

Poznając centymetr po centymetrze dom Małgorzaty Chmielewskiej, z jednej strony ma się chęć uciec z od tej pokręconej rodziny, a z drugiej strony pozostaje chęć dowiedzenia się więcej, zaczerpnięcia historii przepełnionych wrażliwością i empatią do drugiego człowieka. Na szczęście chęć poznania zakonnicy i wejścia w jej rym dnia pozwolił mi doczytać książkę do końca. I Bogu dzięki!

W książce znajduje się sporo diagnoz współczesnego świata. Krytykuje nasze myślenie o bezdomności i biedzie, mentalność ludzką, nie oszczędza Kościoła jako instytucji, która raczej poucza niż umie czegoś nauczyć. Moją krytyką dotyczącą tej książki jest niekiedy wymijająca lub nieadekwatna do pytania odpowiedź. Siostra w niektórych pytaniach zwyczajnie się od nich miga. Mogła spokojnie powiedzieć, że nie chce rozwijać akurat tych wątków. Współautorom jednak zależało, by pokazać, że nie wszystko u siostry jest do ujawniania. Szanuje, każdy ma swoją prywatność, ale po co robić zachętę?

Chmielewska w głównej mierze opowiada, na czym jej zdaniem polega „cerowanie świata”. To zwyczajna pomoc tym, którym się w życiu nie ułożyło. Bardzo wyraźnie stwierdza, że biedni i bezdomni nie wybrali sobie takiego losu sami. 3„Nie poznałam nikogo, kto byłby uradowany z tego, że nie ma domu. Nie ma kogoś takiego, kto by siedział i nic nie robił, bo lubi”.

Jeśli jeszcze nie zachęciłem Cię do przeczytania tej książki, zrobię to ponownie, już w bardziej jawny sposób.  Decydując się na tę książkę poznasz osobę, która każdego dnia żyje z bezdomnymi, potrzebującymi i wykluczonymi. 2„Jak sama mówi – zarządza Bieda Holdingiem.” Rozmowę przeprowadzają z siostra Błażej Strzelczyk i Piotr Żyłka. I nie jest to rozmowa o pogodzie. Sporo fragmentów trafia w serce. Naprawdę. Aż do bólu. Warto zajrzeć do tej książki, pomijając już wszystkie emocjonalne kwestie, które wywołuje książka, chociażby po to, by zobaczyć głębiej jak to jest naprawdę z tymi bezdomnymi, wykluczonymi. Jak traktuje ich Siostra Małgorzata Chmielewska oraz Tamara (jej historia, mimo iż trochę w cieniu, również piękna). I z pewnością nie jest to łagodnie traktowanie. Rozsądnie stawiają granicę.

I w końcu pojawia się to pytanie. Jak? Jak mimo wielu problemów i dramatów z którymi zmaga się siostra Chmielewska, która oczywiście sama wybrała taką drogę, może być niewiarygodnie, cholernie szczęśliwa? Odpowiedzią jest cała książka, a ja jedynie dodam do niej jedno małe zdanie.

By móc zrobić wszystko i jeszcze trochę, żeby tylko drugi człowiek był szczęśliwy.

Książka dała mi wiele, bardzo wiele. Przechodząc obok szarości życia, która wcześniej aż dobijała, teraz mogę zobaczyć kolory. Mogę nawet coś zmienić. Nie kończy się jedynie na chwilowej myśli o problemie, teraz kończy się zazwyczaj, chociażby na drobnym geście pomocy – wrzuceniu głupiej złotówki do kubeczka osoby potrzebującej, czy podarowaniu pół butelki zwykłej wody – co akurat ostatnio mi się zdarzyło, gdy pewien CZŁOWIEK mnie o nią poprosił. Proste? Proste! Co mogę dodać? Jedyne co mogę dodać, to… Siostro! Cholernie dziękuję!

http://siostramalgorzata.chlebzycia.org/Blog/

1,2,3*cytaty pochodzą z książki „Sposób na (cholernie) szczęśliwe życie” S.Małgorzat Chmielewska.