SENSACJA! Kolejny wypadek członka partii rządzącej! Co tym razem spotkało na drodze polityka PIS’u? Z pewnością nie spadł na drogę słupek poparcia PIS’u, który, mimo wydarzeń z ostatnich miesięcy, wciąż trzyma stabilną formę i jest całkiem solidny.  Słupki poparcia pozostałych partii są… skromne, dlatego nie bez powodu mówi się o grze PiS’u. Zaczynając od dosyć kontrowersyjnych ruchów na szachownicy Jarosława Kaczyńskiego, przez ciekawe wizyty w czarodziejskich krainach Ministra Waszczykowskiego, zmierzamy do niedawnych zdarzeń których byliśmy świadkami – czyli kolejnej części z trylogii Szybkich i Wściekłych PIS. Ostatnimi czasy bardzo głośno mówi się o wypadkach naszych reprezentantów.  Dla niektórych jest to festiwal radości, dla innych powody do zmartwienia. Dla innych jednak jest to też powód do wyśmiania tych zdarzeń, ale i chwilowej, poważnej refleksji, nad tym, co dzieje się z samochodami PIS’u. Mieszczę się w  ostatniej grupie i przedstawię Ci, Drogi Czytelniku, swój punkt widzenia tych zdarzeń.

Legendami gry są oczywiście główne twarze Prawa i Sprawiedliwości. Zaczynając od Ministra Obrony Narodowej kończąc na Pani Premier. Prędkość, drift, ekipa.  Każdą z części symbolizuje jedna ikona motoryzacyjna PIS’u.

Przez wzrost ostatnich wypadków samochodowych naszych polityków, tworzy się zażenowanie, śmiech i memy. Również przychodzi czas na pytanie: Co jest przyczyną tych wypadków i jak zdrówko polityków Pisu?

Byle szybciej, byle dalej – prędkość

Pod koniec stycznia Minister Antoni Macierewicz udający się z sympozjum „Oblicza dumy Polaków”, które organizowane były w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu uczestniczył w karambolu na drodze krajowej nr. 10 w miejscowości Lubisz (trasa z Torunia do Warszawy). Pytanie: jak do tego doszło? Zdaniem świadka, karambol został wywołany przez rządowe auta jadące w stronę Warszawy. Przejeżdżając przez czerwone światło, mając na liczniku 130 km na godzinę, droga do wypadku staje się jeszcze bardziej otwarta niż zazwyczaj. Część samochodów zatrzymała się na skrzyżowaniu na czerwonym świetle, a pędzące pojazdy Żandarmerii Wojskowej nie zdążyły wyhamować.  Nic dziwnego, że doszło do wypadku w którym trzy osoby zostały przewiezione do szpitala na obserwacje. Dokąd jechał Antoni? Na galę tygodnika „wSieci”, gdzie obecność była wręcz obowiązkowa, ponieważ El Comendanto – Jarosław Kaczyński odbierał Order Uśmiechu został Człowiekiem Wolności. Warto dodać, że na sympozjum „Oblicza dumy Polaków” obecny był  o. dr Tadeusz Rydzyk CSsR, co jeszcze bardzie dodaje aromatu całej tej sytuacji. Antoni musiał pojawić się w dwóch miejscach, nie chcąc nadszarpnąć szacunku i dumy tych dwóch WIELKICH Polaków.

Po zdarzeniu Minister Antoni przesiadł się do innego samochodu i odjechał. Limuzynę z ministrem prowadził Kazimierz Bartosik (przywrócony do służby na polecenie Macierewicza).  Bardzo dziwi mnie fakt, że po zdarzeniu którego uczestnikiem był Bartosik, nie pozostał on na miejscu zdarzenia, tak jak to zaleca Prawo Polskie. Niestety został potraktowany bardzo ulgowo, a kierowca innego samochodu uczestniczącego w karambolu został przesłuchiwany przez policje i prawdopodobnie przedstawiono mu zarzuty. Czy widzisz tutaj równość, drogi Czytelniku?

Całe życie pod górkę – drift

Cofnijmy się na moment do marca 2016 roku, gdzie czarne BMW z prezydentem Andrzejem Dudą zaliczyło poślizg po tym jak przy dużej prędkości pękła tylna opona samochodu. Samochód jadący autostradą A4 wpadł w poślizg, zaczął się obracać, po czym wpadł do rowu.

Oczywiście tropiciele najjawniejszej prawdy już nadali tytuł temu zdarzeniu. Nie bez powodu był to – ZAMACH. Opona w limuzynie WYBUCHŁA i ktoś jest temu winny. Pytanie tylko kto? Daleko nie było trzeba szukać, ponieważ tuż obok, a w zasadzie, bardzo blisko Pana Prezydenta siedzieli pracownicy BOR’u, którzy sami po czasie stwierdzili, że był to błąd ewidentnie po ich stronie. Nie, nie podłożyli oni bomby. Zamontowali jedynie starą oponę, którą dawno wycofano z eksploatacji.

Najjaśniejszą prawdą o tym zdarzeniu jest pośpiech i bylejakość ekipy BOR’u – niektórzy domyślali się, jakby inaczej, zamachu na prezydenta i wybuchu opony. Ewidentną przyczyną był brak skrupulatności i sumienności. Dlaczego? BOR czekał miesiąc na dostawę nowych opon, ale z uwagi na to, iż dostawa opóźniała się, zadecydowano, że w limuzynie zostanie założona stara opona, dawno wycofana z eksploatacji.  Opancerzone auto trzeba było bardzo pilnie wykorzystać. Prezydentowi i sprawcą wypadku nic się nie stało. Niektórzy świadkowie (ekipa BOR’u?)  twierdzą, że nasz prezydent nie miał zapiętych pasów. Na szczęście miała je zapięte Beata Szydło w swoim wypadku (poniżej). To dziwna sytuacja, mała błahostka, a mogła poważnie zagrozić życiu naszemu Prezydentowi. Oczywiście, Andrzej to twardy gość. Od razu widać, że w oczach ma wilka politycznego i nie jest żadną marionetką. Tego człowieka, nie można, od tak, zastąpić kimś inny. Tu się chyba zgodzimy, co nie?  🙂

Najważniejsze bezpieczeństwo – ekipa

Naszą Panią Premier spotkały dwa wypadki. Pierwszy miał miejsce w drodze z lotniska do Jerozolimy, dokładnie 21 listopada 2016 roku. W zasadzie samochód wiozący Szydło był na czele kolumny i nie uczestniczył w wypadku, ale zderzyło się kilka busów, którymi jechali członkowie delegacji.  Prawdopodobnie jeden z samochodów gwałtownie zahamował, co w efekcie dało lawinę uderzeń.  W jego tył wbił się inny samochód i tak kolejne. Obrażenia odniosły trzy osoby: oficer BOR, pracownica kancelarii premiera i izraelska policjantka. Z nieoficjalnych źródeł wynika, że przyczyną miała być pęknięta opona w jednym z samochodów dostarczonych przez rząd izraelski. Widocznie nie tylko w Polsce takie sytuacje się zdarzają. Może mamy tego samego dostawce opon? Kto wie… Koniec końców, rzeczniczka prasowa BOR poinformowała, że kolizję spowodował kierowca izraelskiej ochrony. Można by tu dyskutować, kto miał dbać o bezpieczeństwo całej delegacji oraz Pani Beaty Szydło. Czy wyznaczony był do tego BOR, czy może izraelska policja i inni odpowiedzialni za bezpieczeństwo, izraelscy przyjaciele? Jeśli byłby to BOR, mielibyśmy kolejną plamkę na białej koszuli naszych cudownych Bezkonkurencyjnych Obrońców Rządowych. Z pewnością każdy chciałby tego uniknąć, biorąc pod uwagę fakt, iż ciężko jest wyprać tak brudną koszulę, mimo iż przy pomocy ma się narzędzia medialne, które ułatwiają sprawę.

Przejdźmy teraz do drugiego, bardzo głośnego wypadku Szydło. W oficjalnej wersji wydarzeń jest wiele niejasności. Wypadek miał spowodować 21-latek jadący seicento (Pozdro Max!), który chcąc skręcić w lewo z głównej drogi, nie zauważył trzech aut BOR. W środkowym  aucie jechała premier Szydło. Kierowca limuzyny by ominąć fiata (wyprzedzał go), odbił się w bok i uderzył w drzewo. Pytań jest wiele, począwszy od tego, czy kolumna dawała sygnały dźwiękowe, które są kluczowe (jeśli kolumna jechała bez dźwięcznych kogutów, nie traktujemy jej jako pojazdów uprzywilejowanych, a jako zwykłe pojazdy, których obowiązują standardowe zasady ruchu drogowego), przez prędkość z jaką rzeczywiście poruszały się samochody, aż po linie na drodze, które (jak pokazano w  wyemitowanej symulacji wypadku ‚Wiadomości” TVP) były  przerywane, a nie podwójne ciągłe, jak twierdzi Dominika Wielowieyska z „Gazety Wyborczej” i pokazuje Kamil Dziubka (obrazek).

Podsumowując…

Moim zdaniem, bardzo szybko media zabrały się za osąd 21-latka. Wybrały sobie bezpośrednio sprawcę i ofiarę wypadku, bez dobrze zbadanej sprawy. To w zasadzie typowe dla medialnego szumu wokół politycznego. Do tego przydatny szum medialny nagłaśniający sprawę, spowodował, iż można manipulować faktami, ponieważ z godziny na godzinę wydarzenia nie były doprecyzowane na tyle, by jednoznacznie stwierdzić co właściwie się stało. Współczuję kierowcy seicento, że wpadł na tak… medialną i zagmatwaną sytuację (pierwsze informacje mówiły, że Sebastian K. przyznał się do winy, parę dni później poinformowano, że jest zupełnie inaczej. Wiadomo więc, że kierowca seicento nie przyznał się do popełnienia zarzuconych mu czynów. Beata Szydło po zdarzeniu została odwieziona do szpitala w Oświęcimiu. Po czasie, na jej prośbę i po konsultacji z lekarzami, śmigłowiec przetransportował ją do Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie. Zastanawiający był dla mnie tok opisywania zdrowia Pani premier. Począwszy od informacji rzecznika rządu Rafała Bochenka, iż stan zdrowia oceniony przez lekarzy jest jako dobry, po kilku dniach pobytu w szpitali rzecznik informuje o „postępującej stabilizacji”. Nie okłamujmy się, jak najdłuższy pobyt w szpitalu przez Szydło był jej na rękę. Do tego doszedł jeszcze list Pani premier do 21-letniego kierowcy fiata. Zacytuje kilka fragmentów. 1. „wypadek drogowy to zdarzenie, które zawsze jest splotem nieszczęśliwych  okoliczności” – Całkowicie się zgadzam.  2. „Jednak ten wypadek, w którym my braliśmy udział, stał się sprawą polityczną, stąd towarzyszący mu szum medialny”. – słusznie zauważyłaś Beatko. Szum medialny to coś czego potrzebujesz, jeśli oczywiście dobrze to rozegracie. 3. „Rozumiem, że podświadomie może się Pan obawiać, że w związku z pełnioną przeze mnie funkcją, w postępowaniu nie będziemy traktowani równo. (…) wszystkie strony w prowadzonym postępowaniu mają te same prawa i obowiązku”.  Szkoda, że równości nie zobaczyliśmy w przypadku  epizodu z Macierewiczem.  W tym zajściu, wyznaczając po kilku godzinach od zdarzenia winowajcę bez głębokiego zweryfikowania sprawy… Litości, nie nazywajmy tego równością.

Każda stacja telewizyjna, radio, czasopisma czy profile społecznościowe przestawiając informacje sięgają pierw do swoich kieszeni ideologicznych by móc każdej nowej informacji narzucić swój tok rozumowania, przypisać swoją, przemyślaną bądź mniej przemyślaną, łatkę. Czytając „rzetelne informacje z pierwszej ręki” warto, dobrze przeanalizować i zastanowić się dwa razy, co tak naprawdę chce nam przekazać autor i jaki jest  w tym cel. Również i mój pogląd warto przemyśleć. Pułapki informacyjne są na każdym kroku i warto zbadać każdy teren. Jeśli już mówimy o terenach (partiach i poglądach), bardzo spodobały mi się słowa Pawła Kukiza – „Skoro władza nie potrafi zadbać o swoje bezpieczeństwo, to jak wygląda nasze?” Na to pytanie każdy powinien odpowiedzieć sobie indywidualnie.

Do tego zdarzenia doszły jeszcze poglądy dość emocjonalne. Przeczytałem gdzieś ‚Do trzech razy sztuka”. Serio? Aż taka tworzy się agresja przeciwko władzy? Myślę, że jeśli nawet nie lubi się danego polityka, nie powinno życzyć mu się aż… śmierci. Wypadek samochodowy, czy to lewicowego, czy prawicowego polityka – to nieszczęście. Agresja zaczyna się od wyśmiana zdarzeń, później przeradza się w hejt z polityczną nagonką, która podsycona decyzjami wrogiego obozu, jeszcze bardziej tworzy, coraz to radykalniejsze emocje. Na wyśmiewaniu i drobnej refleksji powinno się kończyć.
Gdy ranny 30 marca 1981 Ronald Raegan trafił do szpitala, chwilę przed zapadnięciem w narkozę wypowiedział do chirurgów następujące zdanie:
– I hope you’re all Republicans, co oznacza – Mam nadzieję, że wszyscy jesteście republikanami.
Na co jedna z osób obecnych na sali operacyjnej odpowiedziała:
– Myślę, Panie prezydencie, że w tej chwili wszyscy jesteśmy republikanami.

Miejmy nadzieję, że to ostatni zjazd polityków prawa i sprawiedliwości, a BOR  w końcu weźmie się w garść i pokażę, że potrafi, przynajmniej dobrze wymieniać opony w rządowych samochodach.